niedziela, 7 września 2014

Dach i narzędzie miesiąca

Nie ukrywam, że z wielkim trudem, ale jednak udało mi się pokonać uparty dach.


Najtrudniejszy element dachu - narożnik  razem z okienkiem

Dach to taka wisienka na torcie. Decyduje o ostatecznym wyglądzie zarówno w tej małej jak i w tej dużej skali.
Wykonywałam już dach tekturowy, cedrowy (z formatek z drzewa cedrowego) miedziany,
tym razem zdecydowałam się pokryć dach ołowiem. Ołów to taki dziwny metal. Faktem jest, że jego pył jest bardzo szkodliwy dla zdrowia, ale ilości, których użyłam do otulenia dachu z całą pewnością będą mniej szkodliwe niż spacer ulicą, którą przejeżdżają samochody.
Ołów porównałabym do miękko układającego się materiału, bardzo podatnego na wszelkie zgniecenia i tak delikatnego, że nawet najmniejszy ucisk powoduje jego odkształcenie.
Skąd pomysł na ołów? Otóż w poszukiwaniu inspiracji pokrycia dachu przejrzałam setki dachów i najbardziej spodobał mi się kolor dachu Luwru. 
Ta niesamowita budowla ma piękny ciemnoszary dach wykonany właśnie z ołowiu. 
Pięknego ciemnoszarego (ołówkowego) koloru ołów nabiera utleniając się. Część dachu wykonana jest z utlenionego już ołowiu (paski ołowiu kupiłam na jednym z naszych portali aukcyjnych), część zaś (pionowe żerdki) to drewniane listewki owinięte samoprzylepną taśmą ołowianą z ołowiu, który jeszcze nie zdążył nabrać patyny, stąd widoczne różnice w kolorze. Z czasem, kiedy cała powierzchnia dachu się utleni kolor będzie jednolity chociaż zapewne z naturalnymi przebarwieniami.


Dach domku dla lalek prawie skończony





Poddasze otrzymało dwie loggie  z każdej strony (bardziej odpowiada mi słowo balkon czy taras ale według poprawnego nazewnictwa tej formy balkonu to niestety loggia).











Pomysł na poszycie dachu to jedna sprawa a wykonanie to druga. Zdobycie ołowiu w paskach nie było trudne, miałam już pewne doświadczenie, bo jeden z moich domków ma dach wykonany z miedzi. 
Dostarczone paski ołowiu pomimo troskliwego zapakowania przez dostawcę dotarły do mnie w stanie opłakanym. Pogięte, pomięte w niczym nie przypominały tego co sobie wymarzyłam. Otóż ołów jest bardzo, bardzo ciężki, w trakcie transportu wysunął się z opakowania stąd jego opłakany stan.
Zupełnie nie miałam pojęcia co z tym zrobić. Prasować? I tu z pomocą przyszło mi narzędzie, które mogę śmiało nazwać narzędziem miesiąca, a może roku nawet?
Wałek do ciasta. Stary, wysłużony drewniany wałek wystąpił w roli walca. Pogięte paski ołowiu układałam jeden po drugim na prostym kawałku płyty z MDF, po czym przez flanelową szmatkę wałkowałam ołów wałkiem. Ołów pod wpływem wałkowania wyprostował się ( a już miałam przed oczami widmo długich godzin klejenia ołowiu w niekomfortowej pozycji stojąco - wiszącej na dachu). 
Efekt pracy z wałkiem zbliżony do prasowania materiału żelazkiem.

Dużo trudniejsze okazało się zamocowanie ołowiu na dachu.
Po pierwszej próbie z użyciem kleju dwuskładnikowego i spędzeniu w pozycji wiszącej pół godziny razem z dachem bez widocznych efektów sfrustrowało mnie nieco,
Z pomocą przyszła mi samoprzylepna taśma ołowiana kupiona w jednym ze sklepów z artykułami dla plastyków. Taśma jest za wąska i za cienka na poszycie dachu, kupiłam ją do owinięcia pionowych żerdek. Skoro taśma jest samoprzylepna, to z pewnością znajdę taśmę samoprzylepną, dwustronną do przyklejenia mojego ołowiu (grubość pasków ołowiu 0,5 mm).
Znowu poszukiwania. W efekcie znalazłam bardzo mocną, bardzo cienką, wąską  i do tego dużo tańszą (24 złote za 50 metrów) niż w marketach taśmę. 


Mocowanie ołowiu do konstrukcji dachu za pomocą taśmy





Tak wyglądało klejenie za pomocą taśmy ołowiu do konstrukcji dachu.












Dużo elementów brakuje jeszcze do tego aby dach zaprezentował się w całej okazałości niemniej koniec jest coraz bliżej :))).


Na płycie przed domkiem dla lalek narzędzie miesiąca, stary, wysłużony wałek do ciasta.


Wieżyczka, wyjście awaryjne - dobudowana dla
schodów prowadzących pierwotnie na sufit (do sufitu?)


Prace nie zostały jeszcze zakończone, 
zabrakło mi niestety kilku pasków a i chwilowo koncepcji brak na wykończenie wieżyczki, nieplanowanej, niezamierzonej ale koniecznej bo autor czyli ja osobiście zaprojektowałam schody z pierwszego piętra na poddasze kończąc je na suficie.



Jeden z dwóch balkonów umieszczonych na poddaszu 



W sumie domek będzie miał kilka balkonów. Nie jest to przypadkowe. Uwielbiam kwiaty w każdej postaci, wykonywanie miniaturowych kwiatów sprawia mi ogromną radość, a gdzie kwiaty i zieleń lepiej się będą prezentować niż na balkonach i tarasach?
Widoczne dziurki  w ściankach obok drzwi przygotowane są do zainstalowania latarenek. Nocą musi być romantycznie :)))






Zapomniałam o jeszcze jednym ważnym elemencie - komin - gdzie go umieścić?